| Gościmy |
|---|
| Odwiedza nas 1 gość |
| Saludos de Peru! |
|
|
|
|
Hej!Wita Was parafianka spod Krzyza!Zapraszam wszystkich w podroz po Ameryce Poludniowej!Zaczynamy od Kraju Inkow...Przez najblizsze miesiace postaram sie dzielic moimi doswiadczeniami z misji Siostr Bon Secours w Peru.W zaleznosci od dostepu do internetu oczywiscie... Jak osoba swiecka moze wyjechac na misje?Nie potrafie powiedziec jak to jest w Polsce,poniewaz ja znalazlam sie tu nawiazujac kontakt ze wspolnota siostr w Irlandii.Tam wyjazdy wolontariuszy sa powszechne i istnieje wiele organizacji,ktore sie tym zajmuja. Siostry,ktore mnie goszcza naleza do zgromadzenia Bon Secours,ktore wywodzi sie z Francji i posiada domy rowniez w Anglii,Irlandii,USA i misje w Peru.W tej chwili na misjach pracuje ok.40 siostr:Peruwianki i 3 Irlandki.Jak to mozliwe?Peruwianki na misjach we wlasnym kraju?Ano tak,gdyz silnie zurbanizowane wybrzeze Peru (Costa) to zaledwie 1/3 powierzchni kraju.Wiekszosc to trudno dostepne tereny:Sierra czyli pasmo Andow oraz Selva-tropikalna dzungla wzdluz Amazonki i jej doplywow.Do tych miejsc z rzadka docieraja ksieza parafialni,wiec siostry i misjonarze sa czesto jedynymi nosnikami Ewangelii na tych terenach.Bon Secours po francusku,a Bon Socorro po hiszpansku oznacza 'dobra pomoc' i z taka pomoca siostry spiesza pracujac na trzech placowkach misyjnych w Andach.Ja znalazlam sie na jednej z nich. Ale od poczatku.Dokladnie 2 tygodnie temu odgniotlam sobie siedzenie podczas 12togodzinnego lotu z Madrytu do stolicy Peru Limy.Goniac Slonce zyskalam 6 godzin i wysiadajac moglam przesunac wskazowki zegarka do tylu.Z lotniska odebrala mnie siostra Olivier-jedyna anglojezyczna siostra w Limie.Dzieki goscinnosi siostr poczulam sie jak w domu!Tym razem nie bylo czasu,by dluzej zostac w stolicy i juz 2 dni pozniej ruszylam dalej na polnoc do odleglego o 8 godz jazdy autobusem Trujillo (czyt.truhijo).Autobus-omnibus (jak tu sie mowi) jedzie slynna autostrada o nazwie Panamericana,ktora ciagnie sie wzdluz wybrzeza Oceanu Spokojnego laczac kilka krajow Ameryki Poludniowej.Widoki podczas tej podrozy daly mi pewien obraz peruwianskiej rzeczywistosci,i nie jest to niestety obraz pozytywny.Na kazdym kroku poraza bieda:niedokonczone baraki,domy z czegokolwiek,zebrajace dzieci,wychudzone psy,obwozne kramiki ze wszystkim,zakurzone,brudne szyldy i napisy.Do tego jeszcze dochodzi przerazliwy halas zagluszajacych sie nawzajem klaksonow taksowek,autobusow i pomniejszych busikow,ktore przescigaja sie w przyciaganiu uwagi potencjalnych klientow.Na ulicach wciaz ktos zaczepia,probujac cos sprzedac i caly czas trzeba uwazac na plecak czy aparat fotograficzny. W koncu dotarlam do Trujillo.Tam pracuje druga anglojezyczna siostra-s.Consuelo,ktora poznalam juz wczesniej podczas jej wakacji w Irlandii.Teraz po krotce wprowadzila mnie w peruwianskie realia i znow 2 dni pozniej ruszylam dalej.Najpierw z powrotem na poludnie,do miasteczka Chimbote,by tam sie przesiasc w rozklekotany busik zmierzajacy w glab kraju.Owa zapakowana po brzegi puszka,niebezpiecznie toczaca sie po andyjskich serpentynach,zapewnia przyplyw adrenaliny na kazdym zakrecie nad przepascia,kiedy to na przyklad nagle otwieraja sie drzwi!juz nie mowie o huczacej lokalnej muzyce z plyty odtwarzanej conajmniej 3 razy podczas przejazdu.Niech zyja stoperki do uszu!Widoki jednak rekompensuja wszystko.A kiedy po ok.5 godz obijania sie o sciany i rozbite okna,kiedy ow magiczny pojazd jakims cudem osiaga wysokosc 3000m npm i z ostatnim westchnieniem zatrzymuje sie w wiosce Makate ma sie wrazenie osiagniecia Raju na Ziemi! Wioska rozciaga sie na stokach kilku wzgorz ,nad ktorymi wznosza sie wyzsze pasma majestatycznych Andow.Wlasnie trwa upalna pora sucha,wiec stoki sa brazowo-szare z plamami ciemnej i seledynowej zieleni.Zmieniaja barwe zaleznie od pory dnia,najpiekniejsze sa rano i o zachodzie slonca.Centrum wioski to plac,wokol ktorego stoja kosciol,dom siostr,urzad gminy,budynek policji,pare starodawnych sklepow i domki.Dalej osrodek zdrowia i szkoly: podstawowa i srednia.Wokol placu ciagnie sie pare stromych uliczek,dalej pojedyncze gospodarstwa.Tylko niektore domy zbudowane sa z cegiel,w wieszosci budulcem jest kostka z ziemi,gliny z domieszka kamieni i roslin.Takie budynki malowniczo wtapiaja sie w otoczenie.Przy drogach rosna eukaliptusy,agawy i inne kaktusy,wlasnie trwa sezon na truskawki...Na sasiednich zboczach kolejne wioski z kratka lak,pol i sciezek.Tylko patrzec i wzdychac... Jednak mieszkancy i siostry nie maja duzo czasu na wzdychanie.Wiekszosc ludzi utrzymuje sie z rolnictwa i hodowli,a siostry oprocz tego,ze ucza religii,pracuja jako pielegniarki,prowadza dokumentacje parafialna i pomagaja mieszkancom w kazdej mozliwej dziedzinie.W Makate jest ich 3:Rosa Elena,Margot i Janet,wszystkie Peruwianki,czyli koniec poruszania sie z kolem ratunkowym w postaci kogos kto mowi po angielsku!W wysokich gorach-rzut na gleloka wode!czyli solo Español lub Castiliano,jak tu mowia (kastylijski,czyli odmiana hiszpanskiego uzywana w Ameryce Poludniowej to sposcizna po konkwistadorach,ktorzy pochodzili z Kastylii) Siostry spedzaja w Makate ok,3,4 dni w kazdym tygodniu,a przez reszte czasu wedruja do jeszcze mniejszych i wyzej polozonych wiosek,gdzie najbardziej potrzeba ich 'bon socorro'!Za 2 dni ruszam z nimi na te wedrowke! Pan wzywa... Ciag dalszy nastapi,gdy znow 'dopadne' gdzies internet.W Makate niestety tego udogodnienia nie ma.Wszystkim,ktorzy wytrwali do konca bardzo dziekuje i goraco prosze o modlitwe w intencji dzialalnosci siostr. Dagna
|
| « poprzedni artykuł |
|---|
© Podkrzyżem.pl
Projekt i wykonanie: jqb.pl