| Gościmy |
|---|
| Odwiedza nas 2 gości |
| Taki łagodny to On wcale nie był... |
|
|
|
|
W sobotę wczesnym rankiem wróciliśmy z Wrocławia. To właśnie tam rozpoczął się cykl koncertów - WROC-LOVE
Po wnikliwym przeszukaniu plecaków, kurtek i nie tylko :) można było przed 19-tą udać się pod samą scenę (bo tam udało nam się znaleźć). Kiedy Hala wypełniała się fanami muzyki TRZECH KOLORÓW, można było odnieść wrażenie, że bierze się udział w czymś naprawdę wyjątkowym. No ale przecież tak było! Oparci o barierki, tuż przed sceną witaliśmy kolejno wykonawców: EastWest Rockers, Martina Jondo i samego Mister Dżentusia! Nie można było stać w miejscu - wszyscy rozbujani rytmem i siłą basu, równomiernie unosili się do góry... Koncert rzeczywiście dopracowany-zarówno od strony muzycznej jak i organizacyjnej. Dżentulek nie obawiał się rasta z Polski :) podchodził bardzo blisko... Latem w Działdowie można będzie zauważyć oryginalne koszulki właśnie z tego konceru (wnikliwi wzrokowcy nie będą mieli problemów z odróżnieniem charakterystycznych kolorów). Oczywiście podróże kształcą-dowiedziałem się np. tego, że w pociągu nie ma ciepłej wody...Exclusive Stage. Tym razem gwiazdą był GENTLEMAN! No ale od początku: podróż-hmmm... Nie łatwa sprawa/ 8h w pociągu "szału nie robi" - wiele jednak można wytrzymać, kiedy ma się silną motywacją. Wrocław powitaliśmy szejkusiami i kilkoma kanapkami z czymś w środku. Do Hali Stulecia - ruszyliśmy na lacza-a co tam... Jakieś 3 km + 2 mosty do przejścia! Na miejscu tzn. przy Hali (miejsce koncertu) byliśmy o 16:15 i tam pozostaliśmy już do końca. Przeszło 2 h czekaliśmy na to, aż ochrona wpuści nas do środka. Czas mijał szybko - niewątpliwie za sprawą doborowego towarzystwa-ok. 10 tyś. młodych ludzi :) Było z kim porozmawiać... Dużo uśmiechu, muzyki, która wydobywała się nie tylko z przenośnych odtwarzaczy ale także z samego środka Hali... Było wyjątkowo grzecznie-NO PRZECIEŻ NIE MOGŁO BYĆ INACZEJ-REGGAE MUZYKA MIŁOŚCI!!! No i wiele skrajności - w przadziele albo max gorąco albo odwrotnie :) Sprawdziłem wytrzymałość i wygodę siedzenia na "krzesełku", które za sprawą magicznego uchwytu wysuwało się ze "ściany". Wyjątkowym urokiem było także wstawanie co kilka minut, powodowane przejściem uroczych podróżujących... Działdowo powitało nas chłodnym porankiem, który mimo wszystko pomógł nam odzyskać siły po wyczerpującej wyprawie. Dziękuję wszystkim, którzy podjęli trud podróży i z odwagą ruszyli na poszukiwanie wrażeń. JAH IS MY DRIVER... Błogosławieństwo Najwyższego w serca Wasze! |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
© Podkrzyżem.pl
Projekt i wykonanie: jqb.pl